niedziela, 22 czerwca 2014

Warszawa: lody w Krowarzywa, Loving Hut, Mysa i Laflaf

Mam to szczęście, że moja siostra zamieszkuje stolicę, więc zawsze mogę nadużyć jej gościnności i pobyć w Warszawie przez kilka dni. Dzięki długiemu weekendowi musiała się ze mną męczyć :)
Najbardziej nastawiłam się na odwiedzenie Vege Miasta, jednak lokal jeszcze nie został otwarty.
Nie mogę się już doczekać!




Oprócz Krowarzywy, która jest obowiązkowym punktem wycieczki zajrzałam do Mysy, Laflaf i ponownie do Loving Hut. Pierwszego dnia w Krowarzywa zamówiłam specjał tygodnia, którym był Szpinaczex.
W oczekiwaniu na burgera pożerałam lody waniliowe i o smaku orzecha laskowego. Pychaaaaa!

Orzech laskowy - wanilia.
Super Szpinaczex :)
Burgery zabraliśmy na wynos, po odpakowaniu w domu okazało się że dostałam 2 rodzaje bułek i to same górne części. To się nazywa burger tygodnia! :)

Następnego dnia odwiedziliśmy Loving Hut. Jakiś czas temu wszystko mi tam smakowało i tym razem nie było inaczej. Zamówiłam Bun Nem, czyli sajgonki z makaronem ryżowym w słodkim sosie nem, do tego warzywa i tofu. Danie mnie tak powaliło, że aż spadłam z krzesła i to dosłownie.
Tak, naprawdę.

Bun nem <3

Na deser wybraliśmy Mysę i kawę z mlekiem sojowym plus ciasto pomarańczowe. Bardzo dobre. Lokal malutki, acz bardzo przyjazny, do tego miła obsługa. Fajne miejsce.

Ciasto pomarańczowe.

Wieczorem, jeszcze najedzeni ruszyliśmy do Laflaf. Miałam trochę dość falafeli w ostatnich dniach, więc zamówiłam kotlety z cukinii. Dobre, acz za mało słone i przypominały trochę placki ziemniaczane.


Mój Paweł zamówił hummus z falafelami, który był obłędny. Przepyszny. Aksamitny i idealnie doprawiony. Ciągle mu podjadałam :)



Ceny mogą wydawać się wysokie, ale porcje są mega duże i po wyjściu z lokalu ledwo się idzie, więc cena jest adekwatna do ilości i jakości posiłku.

Uczta falafel.

Tuż przed wyjazdem wstąpiliśmy raz jeszcze do Krowarzywy, zjedliśmy po Jaglanexie na głowę i truskawkowym serniku na spółkę. Sernik na zimno był przepyszny.

Jaglanex.

Sernik na zimno z truskawkami.

Kolejny wyjazd za miesiąc. Do tego czasu spalę to co pożarłam w Warszawie :) 

15 komentarzy:

  1. Same najfajniejsze miejsca :D No proszę, a mi hummus z Laflafu zupełnie nie pasuje! Konsystencje ma fajną, ale doprawienie mi nie odpowiada... Za to falafele pierwsza klasa! W Loving Hut chyba zamówiłaś to, co mają najlepsze, przynajmniej jeśli ja miałabym wybrać jedno ulubione danie z ich menu to byłoby to właśnie Bun Nem :) A w Krowie niezmiennie wszystko jest pyszne ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolejny wyjazd za miesiąc? Nie będziesz miała czasu wyjść ode mnie z domu, bo zamawiam wegański kokosowy tort urodzinowy!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też jestem absolutnie uzależniona od Krowarzywa <3 i też w ten długi weekend jadłam szpinaczexa, pychota! I wybrałam te same smaki lodów! Obłędne były. Ten hummus z falafelami mnie zaciekawił, chyba muszę tam wstąpić ;>

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo smacznie wygladaja te potrawy

    OdpowiedzUsuń
  5. Następnym razem polecam Dolce & Vegan:) bardzo fajne miejsce z bardzo dobrym jedzeniem:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że u mnie w mieście nie ma takich fajnych miejscówek :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie w Rzeszowie też nie ma, więc trzeba zrobić trochę kilometrów :)

      Usuń
  7. Za kilka dni będę w Wawie to poproszę znajomego o zaprowadzenie mnie w te miejsca. Od dawna się na nie napalam (^^)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wow, myślałam że to ja jestem żarłowiem, ale przed Wami chylę czoła :p A Mysa ma jeszcze salę na dole, więc aż tak malutka nie jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, rozłożyliśmy to na 3 dni ;)

      Usuń
  9. Hell-o! czy możesz polecić jakieś dobre wegetariańskie miejscówki w Katowicach??

    OdpowiedzUsuń
  10. WegAnko :-) Dzięki Twojej rekomendacji wylądowałam w Loving Hut i chociaż mieszkam całkiem niedaleko była to moja pierwsza wizyta. I powiem tyle: dzięki Ci! Gdyby nie ty nie odkryłabym tych pyszności. Zaczęłam oczywiście od Bun Nem, ale okazało się, że większość pozostałych dań mu nie ustępuje :-) Jedyna dziwna rzecz to fakt, że część wegetariańskiego mięsa naprawdę smakuje jak mięso, a nawet tak wygląda (np. w teriyaki island są plastry czegoś co wygląda jak boczek- przez moment nie chciałam uwierzyć, że naprawdę mogę je zjeść ;-)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ Ci zazdroszczę! Ile bym dało żeby mieć Loving Hut blisko domu :) Gdy tam jestem to chcę wziąć coś, czego jeszcze nie jadłam, ale zawsze kończy się na Bun Nem :D
      Oj też byłam w szoku jeśli chodzi o ich "mięso". Genialna i pyszna podróba ;)
      Dziękuję i pozdrawiam! :)

      Usuń

Wybaczcie za weryfikację obrazkową, ale dostaję niezliczoną liczbę spamu.