czwartek, 18 lutego 2016

Kraków: Vegab, Soya Cafe i Krowarzywa

Efekty jednodniowej wycieczki do Krakowa. Wraz z Pawłem odwiedziliśmy Vegab, Soya Cafe i nowo otwartą krakowską Krowarzywę. Co dobrego zjedliśmy, jak wrażenia? Czytajcie dalej!


Pierwszym punktem był mieszczący się na ulicy Starowiślnej Vegab. To mały, przytulny lokal z kilkoma daniami zawierającymi wegańskie mięso, które obraca się na ruszcie, tak jak ma to miejsce w tradycyjnych "kebabowniach". Muszę przyznać, że Vegab jest przepyszny, bardzo dobrze doprawiony, ma świetną konsystencję. Przyrządzony jest z autorskiego mixu na bazie tofu, roślin strączkowych i przypraw oraz z niewielkim dodatkiem białka pszennego.

Zamówiłam tortillę, a Paweł to samo tylko w wersji max. Radzę brać mniejszą, bo i tak jest ogromna! Nie byłam w stanie dojeść. Vegaba można również zjeść w picie. W menu tego dnia widniała jeszcze lasagna i sushi oraz surowe bounty, które wzięliśmy na wynos.



W tortilli mocno wyczuwalny jest kumin oraz tahina. Nie wiem czy był to sos czy może hummus, ale dla mnie tahina zbytnio dominowała, tortilla była mocno gorzka. Reszta tak jak już wspomniałam, świetny seitan, do tego świeże warzywa.

Ciastem było surowe, bezglutenowe bounty. Bardzo duży kawałek, w sam raz dla dwóch osób. Smaczne, jednak karobowy spód mnie nie przekonał, nie zjadłam go, za to dla Pawła był zaj*bisty i dojadł po mnie. Także kwestia gustu :) 


Po obiedzie czas na deser w Soya Cafe mieszczącej się na ul. Św. Agnieszki. Sympatyczna, minimalistyczna kawiarnia z pyszną kawą i ciastami. Kawa do wyboru z mlekiem sojowym lub kokosowym. Oprócz latte zamówiliśmy ciasteczko owsiane i bezglutenowego snickersa, prawdopodobnie z kaszy jaglanej. Co to było za ciasto! Miękkie i kremowe z obłędnym karmelem. Przeprzeprzepyszne!
To świetne miejsce na spotkania przy kawie i ciachu (koniecznie). Wspomnę jeszcze o przemiłej obsłudze, bo to bardzo ważna kwestia, która wiele mówi o knajpie. Do Soya Cafe chce się wracać.


Najedzeni doczołgaliśmy się do Krowarzywy na Sławkowskiej. Parę fotek na rynku i już jesteśmy na miejscu. Lokal jest sporo większy niż pierwsza warszawska Krowarzywa (w nowej nie byłam). Menu jest takie samo, ludzi jak zwykle tłum, uwijające się dziewczyny i masa pysznych burgerów.

Burgery wzięliśmy na wynos, skosztowaliśmy również Matexa - yerba mate made by Krowarzywa. Zażyczyłam sobie burgera tygodnia jakim był topinamburex, do tego sos BBQ śliwkowy (mega) i pomidorowy. Nie do końca smakował mi ten burger, był ciężki do przejedzenia, właśnie - ciężki, to jest dobre słowo. Jakaś taka toporna konsystencja, smak nie wiadomo jaki... Może to nie mój typ, bo wszystkie inne pozycje Krowarzywy uwielbiam. 


Do następnego razu! :)

10 komentarzy:

  1. ooo, muszę koniecznie wstąpić do Krowy jak będę w Krakowie - bliżej mi tam niż do Warszawy, a za smakiem ich burgerów bardzo tęsknie :) W Vegabie jeszcze nie byłam, ale Soyacafe już odwiedzona, także też mogę polecić to przytulne miejsce :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Minęłyśmy się ale widzę, że odwiedziłyśmy podobne miejsce (u mnie tylko Krowarzywa podmieniona na Novą Krovę). I porobiłaś takie ładne zdjęcia jedzenia, że aż mi wstyd, że nie chciało mi się wyciągać nawet telefonu :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Wybieram sie do Krakowa z chlopakiem, na pewno odwiedzę ktores z tych miejsc <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Polecam sos orzechowy do vegaba. Pycha

    OdpowiedzUsuń
  5. A jakie ceny w Soya Cafe? Ile trzeba dać np za takie latte z mlekiem kokosowym (nie mogę soi...) albo za kawałek ciasta? Cieszy mnie, ze opisałaś takie miejsce w Krakowie, bom wprawdzie nie weganka, ale bezmleczna, bezjajeczna i w dodatku bezpszenna z konieczności ;) Fajnie by było, jakby jeszcze ceny były w miarę przystępne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kawa za 7 ale czesto można trafic na 50% zniżki! ciasta w granicach 7-11zł ;)

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź :)

      Usuń
  6. jak dla mnie Topinamburex smakował jak placek ziemniaczany z bułą i warzywami :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Wszędzie pyszności ja dopiero początkuje i dla mnie to wszystko vegańskie cuda. Tylko soya cafe gdzieś mi się zapodziała �� ale tam pójdę. Pozdrawiam wszystkich ��

    OdpowiedzUsuń
  8. 'Snickers' w Soya Cafe to tofurnik od Zielonego Talerza :)
    Przeprzeprzebardzo się cieszę, że smakował Autorce jednego z moich ulubionych blogów kulinarnych! ^^

    OdpowiedzUsuń

Wybaczcie za weryfikację obrazkową, ale dostaję niezliczoną liczbę spamu.