niedziela, 19 lipca 2015

Wegańska Słowenia i Chorwacja, czyli weganie na Bałkanach

Wakacje, wakacje i po wakacjach...

Na upragniony urlop wyjechaliśmy do Słowenii i Chorwacji. Ja, mój Paweł wraz z bratem i dziewczyną. Czwórka wegan :) 
Niemal każdą noc wyjazdu spędzaliśmy na kempingach, lecz zarezerwowaliśmy również dwie noce w wegetariańskim hostelu, z wegańskim śniadaniem. Zabraliśmy ze sobą dużo pasztetów sojowych, bananów, przekąsek takich jak migdały, daktyle, pestki dyni. Po naszych wakacjach wiem jedno. Przez najbliższe tygodnie nie tknę bananów i masła orzechowego, które jedliśmy codziennie. Jesteście ciekawi jakie knajpki są warte polecenia lub czy da się zjeść wegańsko na mieście? Scrollujcie dalej :)

Jeziora Plitwickie, jedno z najpiękniejszych miejsc na Bałkanach.

Kawiarnie 

W "zwykłych" kawiarniach zarówno na Słowenii i Chorwacji panuje kompletny brak mleka sojowego. Często odpowiedzią na pytanie o mleko sojowe jest zdziwiona twarz kelnera z odpowiedzią "a co to jest mleko sojowe?" Pozostaje espresso, które kosztuje zazwyczaj 1,40 euro, bądź 8 kun.

Jedynie w jednej z kawiarni w Portorož (Słowenia) dostaliśmy latte z mlekiem sojowym. Dodatkowo kawa była bardzo fajnie podana. Spienione mleko w wysokiej szklance, a osobno w małych dzbanuszkach espresso.



Restauracje 

Pierwszym zaliczonym lokalem był mały wegański bar Bobenček w Lublanie, stolicy Słowenii. Bobenceka odwiedziliśmy zaraz po otwarciu, pani w barze nie była jeszcze gotowa, żeby podać nam dania jakie chcieliśmy. Jedyną opcją była tortilla z seitanem. Przez cały wyjazd miałam ochotę na seitan i zjadłam go najwięcej w całym swoim życiu.

Tortilla miała mnóstwo warzyw i seitana, dwa sosy: majonez oraz prawdopodobnie paprykowo pomidorowy. Była bardzo smaczna, a kosztowała jakieś 3,50 euro. Ogólnie jedzenie było bardzo dobre, pani miła i znała angielski. Jedynym minusem było właśnie to nieogarnięcie, mimo że lokal był już czynny. W środku jest mało miejsca, nie ma toalety, chyba że się o nią zapyta (toaleta pracownicza).



Na obiad ruszyliśmy do restauracji Nyama. Nyama jest eleganckim, 100 % wegańskim lokalem z obszernym menu oraz dwoma menu dziennymi. Wybraliśmy oba zestawy menu dziennego, jeden po 8, drugi po 10 euro. W skład obydwu wchodziła zupa marchewkowa oraz ciasto z truskawkami na deser. Ciasto było obłędne i nie mam pojęcia jak je odtworzyć. Zjadłabym całą blachę tego ciacha, rewelacja! 


W tańszym zestawie podano curry z warzywami i "ziemniakami" z polenty. Super pomysł. Curry było kremowe i jednocześnie rzadkie, ale ta konsystencja była na plus. Szkoda, że nie dodano do tego np. ryżu. Dla mnie było za ostre, więc wymieniłam się z Pawłem na struclę z pieczarkami, quinoę z sosem z jarmużu i szpinaku oraz pastę przypominającą hummus. Pycha! To danie było droższe.



Zamówiliśmy dodatkowo kawę z mlekiem migdałowym (było kilka do wyboru), na sto procent własnoręcznie robionym, ponieważ pływały w niej drobinki migdałów. Obsługa zna świetnie angielski, jest bardzo miła i pomocna. Wspaniałe miejsce.


Przez następne kilka dni jedliśmy nasze pasztetowo -bananowe zapasy, frytki (nie wiedzą co to jest fries albo chips, trzeba mówić "pommes"), pizzę bez sera w Piranie, hostelowe śniadania w Rijece. Również w Rijece zjedliśmy pesto bazyliowe z pomidorkami koktajlowymi. W jednej z knajpek zapytaliśmy czy mają coś wegańskiego, kelner doskonale wiedział o co chodzi i mimo samych pozycji mięsno-nabiałowych w karcie, przygotowali nam owe pesto. Było bardzo, bardzo dobre. Wizyta była jednak dosyć kosztowna, danie kosztowało ok. 50 kun chorwackich, czyli jakieś 27 zł.




Rezerwując hostel poprosiliśmy o wegańskie śniadania i takie też nam przygotowano. Byłam jednak rozczarowana tym, co nam podano. Pierwszego dnia dostaliśmy owoce i warzywa, coś co miało być hummusem, a było bezsmakową pastą z ciecierzycy, którą ratował wegański majonez. Drugiego dnia do tego samego zestawu dorzucili 3 kulki falafela, który również nie był falafelem. Niestety, jedzenie było bez smaku i polotu. Rozumiem, że komuś kto nigdy nie robił wegańskiego posiłku byłoby ciężko taki przygotować, ale hostel jest wegetariański, ma własną restaurację i robi cateringi, więc nie wiem o co chodzi. Na szczęście udawało nam się najeść śniadaniem, które popijaliśmy zimną kawą, więc siły na zwiedzanie były :)

Każde ze śniadań kosztowało 20 kun, noc w hostelu 185 kun. Dla zainteresowanych był to Dharma Hostel. Ogółem warunki w hostelu są ok, jest czysto i ładnie, hotel ma duży ogród z altankami oraz zejście na plażę (z betonu :) ).




Ostatnim restauracyjnym punktem wycieczki był bar Green Point mieszczący się na ulicy Warszawskiej w Zagrzebiu. Tego dnia w Zagrzebiu było z 38 stopni w cieniu. Mieliśmy pozwiedzać miasto, ale fizycznie było to niewykonalne. Po 5 minutach na powietrzu byliśmy cali mokrzy.

Green Point to lokal wegańsko-wegetariański, ale jak powiedziała pracująca tam pani, wszystko może być wegańskie. I tak też zamówiliśmy wegański wok z seitanem (do wyboru makaron, kuskus lub ryż) oraz burgery: hemp burger oraz seitan burger (mój oczywiście seitanowy, zaskoczenie, co nie? :)).




Dania robione są "na widoku", obsługująca tam pani wrzuca do burgera dodatki na jakie ma się ochotę, do wyboru są również 3 sosy: majonez, ostry i łagodny pomidorowy. Pani była przemiła, zagadywała skąd jesteśmy, jak znaleźliśmy Green Point i czy ciężko jest być weganinem w podróży.
Dania w lokalu to głównie falafel, tofu, seitan, które występują w różnych kombinacjach, dań z woka, tortilli i burgerów.

W ofercie GP jest również mnóstwo soków, koktajli i soyashake'ów.
Wizyta bardzo na plus! Zabraliśmy również jedzenie na wynos, co by nie głodować w podróży, a następnie udaliśmy się do pobliskiej galerii, żeby kupić jakieś fajne wegańskie rzeczy do domu.


Zakupy

W owej galerii wybraliśmy supermarket Konzum, który obfitował w szczególności w wegańskie jogurty, serki kanapkowe, masła, pasztety, mleka, gotowy seitan, parówki i lody Valsoia. Zakupy nie były duże, bo zostało nam bardzo mało kun, a tam ceny wizualnie wyglądają strasznie i kasa szybko się kończy :)



Również w chorwackim Kauflandzie i sklepach Plodine jest mnóstwo fajnych wegańskich produktów.



Kempingi 

Nocowaliśmy na pięciu kempignach, generalnie trzymają poziom. Te dwa najbardziej przypadły mi do gustu.

Borje Camping (Chorwacja) przy Jeziorach Plitwickich. Najtańszy z chorwackich (82 kuny od osoby), mnóstwo miejsca, piękna okolica, zadbane łazienki, prąd za darmo i wi-fi (działa tylko przy recepcji), restauracja (tanie frytki :) ), kantor.

Camp Danica (Słowenia) również piękne miejsce, ładne i czyste łazienki, prąd i wi-fi płatne, nocleg ok .13 euro od osoby, zniżka 10% do kempingowej restauracji.

Nie polecam jedynie Camp Lucija w Portorož (Słowenia), drogo, prawie 17 euro za osobę, brzydkie łazienki, mało miejsca i pełno kamieni.


Zwiedziliśmy masę pięknych miejsc, mój Paweł to mistrz planowania! Na Słoweni warto zobaczyć między innymi Lublanę, Jezioro Bled, Jaskinię Skocjańską, Wąwóz Vintgar, miasta Koper i Piran, a na Chorwacji miasto Rovinj, koloseum w Puli, Plitwickie Jeziora i Park Narodowy Kamenjak (w dużej mierze plaże) i oczywiście pozostałe plaże :)



To by było na tyle. Zdrówko! :)


6 komentarzy:

  1. Bardzo fajna relacja :) jak widać weganin w podroży zawsze sobie poradzi!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja właśnie zaczęłam chorwackie wakacje ;). Pozdrawiam z Omisia/Splitu :D!

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam i Slowenie i Chorwacje! Swietne fotki ;)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Super relacja, w te wakacje też planuję podróż do Słowacji i Chorwacji :D Wymieniłaś wiele miejsc, które są też na mojej liście :P Mogę spytać mniej więcej ile czasu trwała wasza podróż i jak kosztowna była? :)

    OdpowiedzUsuń
  5. W Chorwacji, do Chorwacji, w Słowenii, do Słowenii!!! Chorwacja to nie wyspa albo jakiś region. Można jechać na Podlasie, na Hvar, a nie na Chorw...

    OdpowiedzUsuń

Wybaczcie za weryfikację obrazkową, ale dostaję niezliczoną liczbę spamu.