Tofurnik powstał z okazji rocznicy mojego chłopaka. Rocznicy szczególnej, bo roku na weganizmie.
Dla tych, którzy widzą to słowo pierwszy raz i drapią się po głowie, pytając o co chodzi, tłumaczę że tofurnik to po prostu sernik z tofu. Aby nadać serowy smak tej kosteczce, należy ją obficie skropić sokiem z cytryny.
Mój pierwszy tofurnik obejrzycie
tutaj.
Tofurnik jedzony na ciepło jest boski (i nie przesadzam, ani sobie nie słodzę). Orzechowy spód, skórka z pomarańczy, kawałki roztopionej czekolady wypływające z ciasta, ooo mamooo...
Na zimno oczywiście też jest pyszny, lecz polecam jeść go niedługo po upieczeniu, w temperaturze pokojowej. Myślę, że nie będzie po co wstawiać go do lodówki, bo szybko zostanie zjedzony :)