czwartek, 3 kwietnia 2014

Warszawa

Mam ostatnio mało czasu na gotowanie, więc chwilowo nie mogę dodać nowych przepisów. Żeby blog nie świecił pustkami, postanowiłam dodać kilka zdjęć z Warszawy. Wszystko oczywiście w klimatach kuchni wegańskiej :)





















































Podczas drogi na trasie Rzeszów -Warszawa, zatrzymaliśmy się na falafela w Nowej Dębie. Zdjęcie być może nie zachęca, ale jest bardzo smaczny, oprócz keczupu, który smakuje jak najtańszy keczup na grillu u wujka Staszka.


W Warszawie na pierwszy ogień poszedł jeszcze nigdy przeze mnie nie odwiedzony "Loving Hut". Zamówiłam "Happy Plate" czyli ryżowy? naleśnik z farszem z tofu i warzyw (nie pamiętam już dokładnie), z ryżem i surówkami. Chyba był to papier ryżowy, do sajgonek, gdyż był bardzo cienki i chrupiący. Bardzo mi smakowało. Mój towarzysz podróży zamówił wrapsy z sejtanem i zupę bambusową. I tu było prawdziwe wow! Sejtan był idealnie przyrządzony, idealnie oddawał smak mięsa, co było wręcz przerażające ;)

Happy plate

Wrapsy.

Zupa bambusowa.

Następnym punktem wycieczki była niezawodna Krowarzywa. Nie zniechęciło nas, że w sobotni wieczór na burgera trzeba było czekać 35 minut, co przerodziło się w niemal godzinę. Burgery wszystko rekompensują, są najlepsze na świecie.




Jako ostatnią z knajp odwiedziliśmy "W gruncie rzeczy". Nastawiłam się na deser i troszkę się rozczarowałam, miałam nadzieję że trafię na wypasione ciasto z kremem, takie ze zdjęć zamieszczanych na ich facebooku, lecz trafiłam na ciasto czekoladowe. Prawdopodobnie to przez późną porę. Najfajniejsze zostały zjedzone :)
Burger dyniowy z sosami i resztą widoczną na zdjęciu.

Ciasto czekoladowe.

6 komentarzy:

  1. 'keczup jak na grillu u wujka Starszka' hahaha! <3 Zdjęcia pyszne. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja uwielbiam tanie keczupy, niestety sama chemia :(
    Byłam ostatnio w Novej Krovie w Krk, też pyszniutkie burgerki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O maaatko, jakie pyszności! Jestem szczególnie ciekawa tego ryżowego naleśnika z tofu, wygląda mega apetycznie. Burgerem dyniowym też bym nie pogardziła :)

    OdpowiedzUsuń
  4. same smaczne rzeczy! nie ma to jak dobrze zjeść :D a już szczególnie kusząco wygląda ostatnie zdjęcie, deser idea;ny wręcz! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Krowarzywa znam dopiero od niedawna, ale uwielbiam :) No i zachęciłaś mnie do odwiedzin w Loving Hut, na pewno się pojawię. Polecam także burgery w toruńskim Widelcu (jeśli tam zawitasz), są pyszne :)

    OdpowiedzUsuń
  6. No to widzę że odwiedziłaś same najlepsze w moim osobistym rankingu miejsca w Warszawie :) Wpadnij jeszcze kiedyś do Govindy ;)

    OdpowiedzUsuń

Wybaczcie za weryfikację obrazkową, ale dostaję niezliczoną liczbę spamu.