Madryt! Bar B13

Urlop spędziłam w Madrycie. Od dawna marzyłam o podróży do Hiszpanii. Mam trochę narąbane (brzydko pisząc) na punkcie tego kraju, w którym zauroczyłam się m.in. dzięki filmom Almodóvara. Gdyby nie fakt, że Hiszpanie do tej pory lubują się w prymitywnych i barbarzyńskich rozrywkach, m.in. takich jak corrida, zakochałabym się w Hiszpanii do reszty.

Moja relacja będzie dotyczyła głównie jedzenia, coby trzymać się tematyki bloga. Pięknie zapraszam! :)





















































W poszukiwaniu wegańskich knajp bardzo nam pomogła aplikacja Happy Cow. Na pierwszy ogień poszedł 100 % wegański Bar B13. Bar mieści się w jednej z bocznych uliczek głównej Gran Vía. Okolica jest całkiem przyjemna, za wyjątkiem pań proponujących różne usługi i nie chodzi mi tu o podcięcie włosów.
Bar z zewnątrz wygląda tak.




















Podczas wakacji w barze można zjeść danie dnia lub wybrać dania z karty (karta jest w wersji hiszpańskiej i angielskiej) czy różne zestawy za 5,50 euro. W barze spotkaliśmy rodaka (pozdrawiam!), który widząc nasze niezdecydowanie i małe problemy z komunikacją polecił nam między innymi wegańskie kalmary, na które skusił się mój Paweł.






















































Nie wiem jak smakują prawdziwe kalmary i nie chcę wiedzieć, nie wiem też z czego były wegańskie, ale smakowały świetnie. Jedynym minusem była troszkę mała porcja, raczej przystawka niż obiad.
Przed jakimkolwiek daniem zamówiliśmy kawę z mlekiem sojowym i piwo, do którego otrzymaliśmy takie dwie kanapeczki z pasztetem. Bardzo dobre.















































Wegańskie piwo.



























































Dla siebie wybrałam "Chicken Style Burger", był pyszny nawet z chamską białą bułką. Właście to pasowała idealnie.





















































Paweł nie najadł się kalmarami i zamówił jeszcze kebaba z seitanem. Różnił się sporo od tych, które jadłam w Polsce. Miał inną konsystencję, lekko gąbczastą i był zdecydowanie lżejszy.





















































Mimo, że się najadłam, postanowiłam się dobić czekoladowym tortem. I bardzo dobrze zrobiłam, ponieważ był wyśmienity. Początkowo myślałam, że dostanę czekoladową tartę, a tarta to po hiszpańsku tort lub ciasto i każdej knajpie tak mówili.
Wierzch prawdopodobnie był zrobiony z jakiejś wegańskiej śmietany, na pewno nie z mleka kokosowego. Był ciut za tłusty, pewnie z dodatkiem roślinnej margaryny/masła lecz i tak ciasto było przepyszne. Jeszcze takiego nie jadłam na weganizmie.






















































W sumie, w B13 zjedliśmy kalmary, burgera, kebab z frytkami, ciasto czekoladowe, kanapki z pasztetem i wypiliśmy piwo, kawę i mrożoną herbatę. Zapłaciliśmy... 20 euro, co za taką ilość jedzenia na dwie osoby jest groszami. Jakimś cudem wyturlaliśmy się z knajpy i zwiedzaliśmy dalej stolicę Hiszpanii.

B13

Calle de la Ballesta 13
Madrid, Spain 28004

Facebook
Happy Cow
























Komentarze

Moje zdjęcie
Rzeszów, Poland

Obserwatorzy

Prawa autorskie

Zdjęcia publikowane na blogu weganka.com są moją własnością intelektualną i zabraniam ich rozpowszechniania oraz modyfikowania bez mojej wiedzy i zgody.
Copyright © Kuchnia wegAnki