piątek, 11 lipca 2014

Madryt! Bar B13

Urlop spędziłam w Madrycie. Od dawna marzyłam o podróży do Hiszpanii. Mam trochę narąbane (brzydko pisząc) na punkcie tego kraju, w którym zauroczyłam się m.in. dzięki filmom Almodóvara. Gdyby nie fakt, że Hiszpanie do tej pory lubują się w prymitywnych i barbarzyńskich rozrywkach, m.in. takich jak corrida, zakochałabym się w Hiszpanii do reszty.

Moja relacja będzie dotyczyła głównie jedzenia, coby trzymać się tematyki bloga. Pięknie zapraszam! :)





















































W poszukiwaniu wegańskich knajp bardzo nam pomogła aplikacja Happy Cow. Na pierwszy ogień poszedł 100 % wegański Bar B13. Bar mieści się w jednej z bocznych uliczek głównej Gran Vía. Okolica jest całkiem przyjemna, za wyjątkiem pań proponujących różne usługi i nie chodzi mi tu o podcięcie włosów.
Bar z zewnątrz wygląda tak.




















Podczas wakacji w barze można zjeść danie dnia lub wybrać dania z karty (karta jest w wersji hiszpańskiej i angielskiej) czy różne zestawy za 5,50 euro. W barze spotkaliśmy rodaka (pozdrawiam!), który widząc nasze niezdecydowanie i małe problemy z komunikacją polecił nam między innymi wegańskie kalmary, na które skusił się mój Paweł.






















































Nie wiem jak smakują prawdziwe kalmary i nie chcę wiedzieć, nie wiem też z czego były wegańskie, ale smakowały świetnie. Jedynym minusem była troszkę mała porcja, raczej przystawka niż obiad.
Przed jakimkolwiek daniem zamówiliśmy kawę z mlekiem sojowym i piwo, do którego otrzymaliśmy takie dwie kanapeczki z pasztetem. Bardzo dobre.















































Wegańskie piwo.



























































Dla siebie wybrałam "Chicken Style Burger", był pyszny nawet z chamską białą bułką. Właście to pasowała idealnie.





















































Paweł nie najadł się kalmarami i zamówił jeszcze kebaba z seitanem. Różnił się sporo od tych, które jadłam w Polsce. Miał inną konsystencję, lekko gąbczastą i był zdecydowanie lżejszy.





















































Mimo, że się najadłam, postanowiłam się dobić czekoladowym tortem. I bardzo dobrze zrobiłam, ponieważ był wyśmienity. Początkowo myślałam, że dostanę czekoladową tartę, a tarta to po hiszpańsku tort lub ciasto i każdej knajpie tak mówili.
Wierzch prawdopodobnie był zrobiony z jakiejś wegańskiej śmietany, na pewno nie z mleka kokosowego. Był ciut za tłusty, pewnie z dodatkiem roślinnej margaryny/masła lecz i tak ciasto było przepyszne. Jeszcze takiego nie jadłam na weganizmie.






















































W sumie, w B13 zjedliśmy kalmary, burgera, kebab z frytkami, ciasto czekoladowe, kanapki z pasztetem i wypiliśmy piwo, kawę i mrożoną herbatę. Zapłaciliśmy... 20 euro, co za taką ilość jedzenia na dwie osoby jest groszami. Jakimś cudem wyturlaliśmy się z knajpy i zwiedzaliśmy dalej stolicę Hiszpanii.

B13

Calle de la Ballesta 13
Madrid, Spain 28004

Facebook
Happy Cow
























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wybaczcie za weryfikację obrazkową, ale dostaję niezliczoną liczbę spamu.