Dyniowy tofurnik z masłem orzechowym

Na początku września przeprowadziliśmy się do "nowego" mieszkania. Inne mieszkanie oznacza też inny piekarnik, który nie chce ze mną współpracować. Mówię Wam, kompletnie nie mogę go wyczuć i ogarnąć. Temperatura 180 stopni to dla niego z 580.

Momentalnie fajczy pieczone frykasy, więc przez blisko godzinę muszę przy nim czatować. Nie pomaga przenoszenie ciast, ciasteczek na niższe poziomy, pieczenie w niższej temperaturze. Ten piekarnik jest napędzany przez samego Belzebuba!

Tofurniczka upiekł mi w 30 minut, co jest jakimś rekordem. I tak potrzymałam dla pewności jeszcze 15 minut w niższej temperaturze, bo po takich przebojach nie chcę zostać z niczym (i tak bym zjadła, ale ciii). I wiecie co? Wyszedł genialny. Kremowy, miękki, lekko puszysty z minimalnie przypieczonym wierzchem, ale i tak miał być pokryty czekoladą, więc no problem.

Chyba się dogadaliśmy.




Składniki
na formę 20 cm

spód

100 g wegańskich ciasteczek lub herbatników
2 łyżeczki masła orzechowego
1 łyżeczka oleju kokosowego
1/2 łyżeczki cynamonu
szczypta soli

masa

3 kostki tofu naturalnego (każda po 180 g)
1 mała upieczona dynia hokkaido
4-5 łyżek masła orzechowego
3/4 szklanki mleka roślinnego
1/2 szklanki ksylitolu lub cukru (u mniej jeszcze dodatkowe 2 łyżki melasy karobowej)
sok z 1 cytryny
1 łyżeczka cynamonu
1-2 łyżki mąki z tapioki/ziemniaczanej lub 1 opakowanie budyniu waniliowego

polewa

3/4 tabliczki gorzkiej czekolady
2 łyżeczki masła orzechowego
opcjonalnie miechunka do ozdoby



Do dzieła!

Ciasteczka na spód miksujemy dosłownie na pył. Dodajemy pozostałe składniki i miksujemy ponownie. Tak powstałą sypko-lepką masą wykładamy spód blaszki mocno dociskając. Spód najlepiej jest wyłożyć papierem do pieczenia, a boki natłuścić olejem kokosowym. Tip: można od razu użyć ciasteczek korzennych.

Dynię obieramy ze skóry jeśli się przypiekła (u mnie oczywiście tak), jeśli nie jest spalona to można użyć ze skórką. Wszystkie składniki na masę oprócz skrobi wrzucamy do miski i blendujemy na super gładko. Masa powinna trzymać formę, ale też nie być za sucha. W razie potrzeby dolewamy mleka roślinnego. Na sam koniec dodajemy skrobię lub opakowanie proszku budyniowego i blendujemy ponownie.

Masę przelewamy na spód i pieczemy przez 45 minut do 1 godziny w 175 stopniach C. Po upieczeniu zostawiamy w wyłączanym piekarniku z uchylonymi drzwiczkami.

Tofurnik warto schłodzić przed podaniem. Gorzką czekoladę roztapiamy na małym ogniu wraz z masłem orzechowym często mieszając. Polewamy ciasto, opcjonalnie dekorujemy miechunką, która świetnie przełamuje słodycz ciasta swoją kwaskowatością.

Wczoraj gdy go upiekłam, to przez cały dzień zjadłam 3 kawałki i kiełbaski sojowe. Grunt to zbilansowany jadłospis! 😉





Komentarze

  1. A wiesz może ile to będzie gotowego puree z dyni? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakie mleko? Migdalowe? Ryzowe?

    OdpowiedzUsuń
  3. Wystarczy zwykle tofu czy musi byc silken? Widzę że napisałaś naturalne ale wolę się upewnić bo nigdy jeszcze nie robiłam tofurnika :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Aniu czy ciasto szybko twardnieje?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Wybaczcie za weryfikację obrazkową, ale dostaję niezliczoną liczbę spamu.